Pachnieć Paryżem…

We Francji zakochałam się kilka dobrych lat temu. Spędziłam tam kilkanaście dni i zachwyciłam się tamtejszą kulturą, kuchnią i ludźmi… Potem jeszcze wiele razy Francja pojawiała się w moim życiu, przez
jakiś czas nawet uczyłam się języka, który choć brzmi pięknie jest diabelnie trudny. Wciąż mnie jednak kusi, żeby do niego wrócić. Tak na dobry początek. Bo mam nadzieję, że kiedyś moją miłością do Francji uda mi się zarazić mojego syna i jego tatę.
Na razie jednak namiastkę Paryża mam w swojej łazience. To perfumy Paris YSL w wersji Roses Enchantees. I tak jak o Paryżu mówi się, że jest miastem zakochanych – co dla mnie jest jednak dość stereotypowym podejściem – tak te perfumy, to kwintesencja romantyzmu zapisanego wybuchającymi wraz z pierwszym psiknięciem różami. Bo czuć tutaj głównie róże i to w takiej ilości, że jeśli ktoś nie jest ich wielbicielem, powinien trzymać się od nich z daleka.
Wędrując po internecie spotkałam się z opisem, że jest zapach dla kochających rodzinę, dom i tradycyjne wartości… Może rzeczywiście jest trochę konserwatywny, dla niektórych wręcz pachnie „starą babą”… Dla mnie ma coś z Paryża… a może właśnie dlatego sięgnęłam po niego teraz, podczas gdy przez długi czas czekał na swoją kolej w szafce, że to ta rodzina i dom wysunęły się u ostatnio w moim życiu na priorytetowe miejsce…









Jadwiga K.
30 października, 2013Mi akurat zapachy, które są przez innych oceniane jako pachnące starą babą się w miarę podobają zawsze;P
rose vanilla
30 października, 2013haha mi też 😛