Jour d’Hermes Absolu – zapach prawdziwej kobiety

Kiedy za oknem szaro i mało przyjemnie, nic nie poprawia nastroju tak doskonale jak nowy zapach. Dlatego sięgnęłam po Jour d”Hermes Absolu. To zapach łączący kwiat i kwaśne owoce. Mi przywołuje zapachy późnego lata.

Zapach nie jest nowy, bo powstał w 2014 roku. Jego twórcą jest Jean-Cloude Ellena, który znany jest z wielu innych zapachów Hermes, choć ma na swoim koncie także pojedyncze zapachy dla innych marek. W górnych nutach zapach składa się z kwiatu moreli i grejpfruta, który nadaje zapachowi tę kwaśność. Nuta serca to gardenia, jaśmin wielkolistny i nuty kwiatowe. Na nutę bazy składają się akordy drzewne i mech dębowy.
Tak jak wspomniałam na początku nuty kwiatowe są tutaj stłumione kwaśnym cytrusem. Choć zapach kwiatów wydaje się słodki, ta cytrusowa nuta nadaje mu bardzo odświeżający charakter. Z czasem zapach robi się coraz bardziej słodki, ale nie są to nuty cukru czy karmelu, ale raczej nuty kwiatowo-miodowe. Jest to zapach, który kojarzy się z latem, ale jednocześnie jest wytworny i elegancki.

Jour d’Hermes Absolu to zapach zdecydowanie bardziej dla pewnej siebie kobiety, niż nastolatki. Jest ciepły, trwały i bardzo dostojny. Lubię go zarówno za tę świeżość zaraz po nałożeniu, jak i to, jak się ociepla z każdą minutą. Z moją skórą się bardzo polubił. Zaraz po nałożeniu przez swoją kwaśną świeżość daje „energetycznego kopa” i świetnie rozbudza. W miarę, jak wydobywają się z niego kwiaty, czuję się w nim naprawdę kobieco i wyjątkowo.
To mój pierwszy zapach Hermes, więc nie wiem jak pozostałe, ale ten jest bardzo trwały. Ma też dobrą projekcję, bo ciągnie się za człowiekiem nawet 2 godziny po nałożeniu. To atut, ale też trzeba być ostrożnym, by nie przesadzić.

Flakon jest szklany, dość ciężki, ale klasyczny w formie. Na dolnej części szkła wygrawerowana jest nazwa Jour d’Hermes Absolu, na wierzchu korka znajduje się odciśnięte w złocie klasyczne logo marki Hermes. Zapach opakowany jest w elegancki, biało złoty kartonik. Mój flakon to 30 ml. Za wodę perfumowaną w tej pojemności trzeba zapłacić nieco ponad 200 zł. Woda toaletowa kosztuje natomiast niecałe 200 zł.
Mnie ten zapach bardzo przypasował i żałuję już, że nie zdecydowałam się na pojemność 50 ml. I choć lubię eksperymentować z zapachami, nie wykluczam, że na mojej toaletce pojawi się kolejny…

A Wy czym pachniecie tej jesieni?



